Pojechaliśmy tam już po lekturze „Opowiadań” T. Borowskiego, „Medalionów” Z. Nałkowskiej, „Zdążyć przed Panem Bogiem” H. Krall i eseju J.J. Szczepańskiego „Święty”. Byliśmy więc przygotowani na to, co zobaczymy. Mieliśmy wiedzę książkową, naoglądaliśmy się filmów o wojnie.

A jednak… Ani literatura, ani filmy nie oddały świadectwa tragedii miliona ludzi, które tam ujrzeliśmy.

Przeżyliśmy bolesną lekcję historii. W milczeniu i z powagą oglądaliśmy gabloty ze stosem ubrań zdartych z więźniów, walizek z podpisami i adresami, zszarzałych włosów kobiecych z warkoczykiem dziewczynki, o którym wspomina T. Różewicz w swoim wierszu; Ścianę Śmierci, szubienice; celę św. Maksymiliana Kolbego, który oddał życie za współwięźnia; rampę w Birkenau, z której (jak pisze Borowski) uciekła kobieta, zostawiając małe dziecko, bo wiedziała, że z nim trafi od razu do komory gazowej…

Oczami wyobraźni można było zobaczyć przerażonych więźniów w pasiakach, stojących na mrozie, głodnych, czekających na śmierć. Jednak najbardziej poruszającym elementem zwiedzania było wejście do komory gazowej i do krematorium z wielkimi piecami, w których spalano ludzkie zwłoki.

Widząc to wszystko, trudno uwierzyć, że to faktycznie miało miejsce, że to „Ludzie ludziom zgotowali ten los”. A przecież to działo się tylko 70 lat temu! Niedawno!

Trzeba więc zwiedzać takie miejsca, nie tylko po to, by uczcić pamięć pomordowanych, ale też pamiętać, by historia się nie powtórzyła. By być wrażliwym i czujnym na przejawy wszelkiego zła wobec człowieka, bo wszystko zaczyna się od „niewinnej” nienawiści…

Opracowanie: Ewa Dudziak-Gaj; Agata Zawiłowicz (kl. III "a" LO)

 

birkenau

Opublikował: Piotr Błażejczyk